Co wygrałem?

Jednym ze stałych elementów różnego rodzaju eventów są konkursy. Na letnich piknikach dają one sponsorom szansę do subtelnego podkreślenia swojego wkładu, na wieczornych eventach firmowych dowodzą szczodrości zarządu. W każdym przypadku mają jednak bawić, integrować i przebiegać szybko i przyjemnie. Co może pójść nie tak?

Piłka jest okrągła, a bramki są

Dla uproszczenia możemy podzielić konkursy na dwa rodzaje: fizyczne i intelektualne. Do tych pierwszych zaliczymy wszelkiego rodzaju zawody w ciągnięciu liny, konkursy piłkarskie, przysiady na czas, ale także np. konkursy taneczne. Pomysłowość organizatorów eventów jest ogromna, i moje oczy zielone widziały już bardzo wiele różnego rodzaju konkurencji. Mam zatem pewien pogląd na to, które z nich warto robić, a które trącą żenadą. 

Przypominam starą zasadę – najpierw zastanów się, czy sam chciałbyś w czymś takim uczestniczyć. Aktywności na evencie mają sprawić ludziom przyjemność, rozbawić ich i pozwolić na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Nie powinny zaś powodować zakłopotania, ośmieszać, czy dyskryminować.

Aktywności, które proponujemy ludziom na evencie powinny mieć niski próg wejścia albo różne poziomy trudności. Jeśli wiemy o pracownikach firmy, że duża część z nich lubi grać w piłkę – zróbmy im turniej, ale dajmy też szansę tym, którzy będą chcieli robić coś innego. Wiadomo, że podczas meczu spora grupa staje się także kibicami, może warto więc pomyśleć o wyposażeniu ich w wuwuzele? 

Mistrzostwa o kiść porzeczek

Nie ma nic gorszego niż konkursy czy zawody bez nagród. Dla sportowców tytuły i puchary są ważną motywacją, by wygrywać. Na pikniku firmowym jest dokładnie tak samo. Niby wszyscy wiedzą, że puchar jest z plastiku a dyplomy zgubią się w drodze powrotnej – NIEWAŻNE. Jeśli organizujemy atrakcje polegające na współzawodnictwie, musi być jakiś sposób wyróżnienia zwycięzców.  Warto jest jednak także pomyśleć o tych, którzy zajmą kolejne miejsca – w końcu to jednak nie jest olimpiada, i ma być ogólnie miło.

Ale uwaga – zabieranie rywalizacji i próby “wyrównywania” zawodów tak, żeby nie było zwycięzców i przegranych, to nie jest metoda na fajną imprezę.  Po co się starać, jeśli i tak każda drużyna na koniec ma dostać tę samą nagrodę? To także niebezpieczne w przypadku zawodów i konkurencji, które wymagają jakiegoś przygotowania od drużyny. Jeśli prosimy zawodników o wymyślenie układu choreograficznego, który mają zaprezentować, i jedna z drużyn stara się, a druga “olewa” zadanie, nie możemy udawać że tak się nie stało. Doceniamy tych, którzy się starają, bo taki jest sens robienia jakichkolwiek zawodów.

Ile lat miał Chopin, kiedy zmarzł?

By omówić drugą kategorię – konkursy z użyciem mózgu – przywołam pewną historię. Kiedy miałem dziesięć lat, poszedłem z rodzicami na koncert Krzysztofa Krawczyka. Przed nim organizowany był quiz wiedzowy na scenie, do którego – jakimś trafem – zostałem wybrany. Moją konkurentką była rówieśniczka blondyneczka, wyjątkowo pewna siebie. Nie rozumiałem czemu na wszystkie pytania odpowiadała szybko i poprawnie. Pod koniec okazało się, że za każdym z nas stała hostessa która podpowiadała odpowiedzi. Dziewczynka ograła mnie bez mydła i zabrała większą torbę z nagrodą, a ja z lizakiem na pocieszenie zszedłem ze sceny. Przegrałem, bo miałem gorszy słuch, refleks, a może byłem za bardzo rozproszony. Ale po latach oceniam zasady tej rywalizacji jako kretyńskie.

Zapraszanie dziesięciolatków na scenę i zadawanie im pytań na bazie encyklopedii może wyłącznie ośmieszyć te dzieci. A stawianie obok nich hostess, które mają podpowiadać sprawia, że konkurs nie robi się o wiedzy, tylko o sprawniejszym podsłuchiwaniu. A co, jeśli hostessy się umówiły, i jedna mówiła wolniej albo wcale? (ćwierć wieku minęło, a zadra w sercu budzi teorie spiskowe do życia). Zmierzam do tego, że jeśli decydujemy się na konkurs wiedzowy, musimy dopasować jego poziom do uczestników.

Kilka lat temu, już w dorosłym życiu, na evencie farmaceutycznym prowadziłem konkurs “jaki to rodzaj kaszlu – rozpoznaj po dźwięku”. Wydawał mi się on arcytrudny, ale podejrzewałem że doświadczone farmaceutki będą rozgryzać go w moment. Tak się jednak nie stało. Być może, gdyby przyszedł do nic pacjent nie miałyby trudności z rozpoznaniem czy to koklusz, kaszel suchy czy jeszcze co innego. Na wieczornej kolacji, na podstawie krótkiej próbki z empetrójki nie szło jednak wcale. 

Jak ma na imię buldog Pani Gosi z HR?

Czy tematyka konkursu wiedzowego musi koniecznie zahaczać o firmę albo branżę, z której wywodzą się goście? Otóż – nie jest to takie oczywiste. Organizując quiz wiedzy o firmie narażamy pracowników na stres, związany z tym że nie pamiętają jakim samochodem jeździł pierwszy prezes, albo w którym roku firma zbudowała ósmy zakład. Jeśli koniecznie chcesz zadawać ludziom takie pytania podczas rautu, niech one będą przynajmniej zabawne. 

W moim odczuciu, dużo lepiej sprawdzają się jednak quizy których zasadnicza część opiera się o wiedzę ogólną. Teleturnieje na eventach to fantastyczna rozrywka, z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze: większość z nas oglądała w telewizji różnego rodzaju quizy, wiemy czego się spodziewać. Po drugie: większość z nas oglądając je myślała, jakby to było wziąć udział, więc taka szansa jest pewnego rodzaju nagrodą samą w sobie. Po trzecie: teleturnieje są zabawne dla tych, którzy grają i dla tych którzy je oglądają. Niech nam jednak nie schodzi z płata czołowego myśl o tym, po co to wszystko jest robione. DLA ZABAWY.

Byłem kiedyś na evencie na którym prezes postanowił poprowadzić quiz samodzielnie. Przygotował prezentację w PowerPoint w której było 40 pytań, z których większość dotyczyła bardzo detalicznej wiedzy o firmie. Obserwując to z boku nie byłem pewien, czy to jeszcze quiz czy jakiś egzamin. Nikt, poza prezesem nie bawił się dobrze. 

Podsumowanie

Konkursy na eventach mają być zabawne. Obojętnie, czy wymagają siły fizycznej, kreatywności, wiedzy o jakimś dziale nauki – przede wszystkim mają budzić uśmiech na ustach. Uśmiech spowodowany zasłużonym wysiłkiem, możliwością pochwalenia się tańcem, czy wykazania wiedzą. Quizy wiedzowe nie mogą trwać w nieskończoność i nie powinny rozbijać zabawy. Turnieje piłkarskie nie mogą być na siłę. Wszystko to ma przede wszystkim być miłe (i bezpieczne!)

Krzysztof Łobodziński

Krzysztof Łobodziński

konferansjer, aktor, wokalista, prezenter radiowy. Członek Zarządu Stowarzyszenia Branży Eventowej. Wykładowca na Studium Event Management Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

Przeczytaj też:

Efekt WOW

Gdyby zmierzyć częstotliwość występowania różnych fraz w zapytaniach i/lub rozmowach, to byłby niewątpliwy lider. Z jakiegoś powodu wielu klientów nadal marzy o tym żeby zaskakiwać

WIĘCEJ

Idziesz już?

Zapisz się na mój newsletter na LinkedIn.
Poznajmy się.