Co warto mieć w uchu? Podstawy sprawnej komunikacji z “bazą”.

Żeby rozszyfrować to pytanie można pójść tropem frazeologiczno-anatomicznym, i nie będzie to wcale pomysł chybiony. Jeśli mamy coś “w nosie” to mało nas to obchodzi, jest nieważne. To co w uchu zaś, to rzeczy często bardzo istotne, które powinny nas obejść bardzo!

Po co mieć łączność z prowadzącym event?

Kiedy konferansjer wchodzi na scenę, żeby rozpocząć event albo zapowiedzieć kolejny jego punkt, bazuje na tym, co ma w scenariuszu. Większość prowadzących robi sobie na tym dokumencie notatki, żeby po swojemu określić pewne rzeczy, czy wiedzieć na co położyć akcent. Także nagłe zmiany wprowadzone “na ostatnią chwilę” znajdują swoje odzwierciedlenie w bazgrołach. Co jednak jeśli potrzebna jest zmiana albo przekazanie pilnej rzeczy kiedy prezenter jest już na scenie?

Mało elegancka forma to podejście do niego i przekazanie mu tej informacji. Rozbija to dynamikę, niepotrzebnie wprowadza kolejną osobę dramatu, i generalnie źle wygląda. Ponadto nie wyobrażam sobie, żeby mogło wydarzać się kilka razy jednego wieczoru.

Forma kolejna to próba przekazania mu notatki na scenę, przez hostessę czy osobiście. Na notatce tej umieszczamy nazwisko kolejnej, nieplanowanej na scenie osoby, czy informację do przekazania (“Właściciel pojazdu o numerach zgłosi się…” – brzmi znajomo?). Oby była napisana wyraźnie i zrozumiale.

Można też przekazać niezbędną informację kiedy konferansjer zejdzie ze sceny, w takiej sytuacji musi ona jednak dotyczyć czegoś, co nie dzieje się bezpośrednio po zapowiedzi. Konferansjer zrobi wówczas notatkę na swoim dokumencie, i wróci do niej w odpowiedniej chwili.

Mam nadzieję, że dostrzegasz ułomność wszystkich trzech powyższych form zakomunikowania zmiany – wchodzenie na scenę wygląda fatalnie, podawanie kartek kojarzy się ze szkolnym przedstawieniem, a opcja trzecia działa tylko w mniej pilnych sytuacjach. Nie muszę więc chyba dalej przekonywać, że istnieje duża potrzeba posiadania doraźnej metody komunikacji z prowadzącym, która jest dyskretna i skuteczna. Tą metodą jest rzeczone “ucho”.

Jak pracować z uchem, a czego lepiej unikać?

Dawniej nazywana zwrotną, słuchawka umieszczona w uchu prowadzącego to podstawa pracy w telewizji na żywo. Wchodzi do powszechnego użytku na eventach, ale ciągle osnuta jest wieloma mitami i wątpliwościami. Pora ostatecznie je rozwiać.

Tak, z uchem trzeba umieć pracować, a jedyną metodą aby się tego nauczyć jest praktyka. Dotyczy to zarówno strony, która będzie słuchać, jak i strony która będzie mówić. Dla prezentera praca z uchem to ciągły, hardcorowy trening podzielności uwagi. Trzeba jednocześnie słuchać i mówić – ale co innego! Po stronie wydawcy/reżysera czyli osoby po drugiej stronie ucha spoczywa zaś obowiązek zwięzłego i konkretnego formułowania myśli, tak aby nie przeszkadzać za dużo. Dodatkowym bonusem po obu stronach jest konieczność posiadania dużej wyobraźni przestrzennej. Dlaczego? Wynika to z ulokowania stanowiska reżysera eventu, które najczęściej znajduje się na wprost lub po boku sceny. Lewa strona reżysera jest więc najczęściej prawą stroną konferansjera i odwrotnie. “Podaj mikrofon pani po lewej” przestaje więc być takie oczywiste.

Unikać należy więc obarczania “uchem” osób które tego nie lubią lub nigdy wcześniej nie robiły. Nie nakładajmy go prezesowi ani prelegentowi, tylko po to żeby wyglądał bardziej “pro”. Z drugiej strony, nie sadzajmy przy mikrofonie do komunikacji z prowadzącym kogoś, kto nigdy tego nie robił. Oba przypadki mogą skończyć się gestem dość dobrze znanym z telewizji – wyjęciem słuchawki z ucha przez osobę na scenie i straceniem łączności.

Podstawową rzeczą, którą trzeba pamiętać jest fakt, że ucho działa w jedną stronę. Prowadzący słyszy reżysera, kiedy ma coś do powiedzenia, ale nie jest w stanie mu odpowiedzieć. Jeśli chcesz więc przekazać konferansjerowi jakąś informację, ale potrzebujesz też pewności że dobrze zrozumiał, umówcie się wcześniej na konkretny sygnał. Jeśli to możliwe, najlepszym potwierdzeniem odbioru jest nawiązanie łączności wzrokowej. Jeśli jest za daleko, warto umówić się że prowadzący da nam znać, jeśli czegoś nie zrozumie – brak reakcji będzie oznaczał zgodę.

Czy ucho służy do zdalnego sterowania prowadzącym?

No właśnie, nie. Pytanie postawione dość prowokacyjnie nie bez powodu. Ucho jest wsparciem, i dodatkowym “trzecim okiem” dla prowadzącego, ale nie służy do tego żeby dyktować mu słowo po słowie, co powinien powiedzieć, albo podejmować decyzje za niego. Prowadzący sam ostatecznie decyduje w jakiej kolejności podawać spływające informacje, bo tylko on wie, co następnego ma na języku, i tylko on ma pomysł na to, żeby zrobić to spójnie. Ostatecznie, najlepszy event poprowadzony z uchem to taki, na którym nikt poza wtajemniczonymi osobami nie orientuje się, co się “na uchu” działo. A potrafią to być czasem bardzo tęgie monologi.

Do czego zatem ucho się przydaje – konkretnie?

Postraszył, pouczył, niech poda przykład. Proszę. Oto moje ulubione zastosowania ucha, które wzbogacają event i czynią go przyjemniejszym w odbiorze.

Przede wszystkim, dla mnie jako prowadzącego ucho to cenne źródło informacji o tym, czy kolejny wykonawca/prelegent jest gotowy. Nie muszę się oglądać wokół sceny, żeby to wiedzieć. Pozwala mi to ciągnąć narrację tyle, ile potrzeba, dając publiczności poczucie, że nie tracę z nią kontaktu nawet na sekundę.

Ucho potrafi szybko poprawić mój błąd. Kiedyś na evencie dla młodzieży zapraszałem osobę z końca sali, i mylnie dosłyszałem jej imię z daleka. Reżyser szybko wykrzyczał mi właściwe imię do słuchawki, dzięki czemu mogłem się poprawić. Publiczność mogła uznać, że słuch mi się nagle wyostrzył.

Przy eventach pełnych filmów, albo eventach online, ucho jest najlepszym źródłem informacji o tym, że projekcja wideo za chwilę się skończy, albo wejdziemy ponownie na antenę. Odliczanie w słuchawce jest najlepszą i najbezpieczniejszą formą wystartowania prowadzącego, zapobiegającą urwaniu jego wypowiedzi przez wejście w złym momencie.

Niekiedy ucho potrafi dodać otuchy. Kiedy właśnie wymanewrowałem trudną sytuację na scenie, wpuściłem na nią kolejnych gości i zszedłem żeby ochłonąć, lubię usłyszeć komentarz reżysera, a czasem nawet jego łagodną pochwałę. Gotów jestem oczywiście także na krytykę. Nie ukrywajmy jednak, że świadomość takiego wsparcia dodaje skrzydeł.

Ucho dodaje prowadzącemu mądrości i zdolności nadprzyrodzonych. Jak to możliwe, że odpowiadam na pytanie z czata, skoro nie ma przede mną ekranu? Skąd wiem dokładnie, w którym roku ulubiony zespół prezesa wydał ostatnią płytę, skoro powiedział mi o tym że go lubi sekundę temu na scenie? Sprawny duet prowadzący-reżyser potrafi grając na jedną bramkę sprawić, że event staje się magiczny. A wystarczy do tego tylko słuchawka, mikrofon i odpalony komputer z Internetem.

Wreszcie, pomimo powyższych cennych funkcji, ucho pełni także bardzo przyziemną rolę – pozwala zarządzić choreografią na scenie. Reżyser wydarzenia online może podpowiedzieć, żeby zaprosić gości krok w lewo czy prawo, aby byli w lepszym kadrze. Na wydarzeniach na żywo może podpowiedzieć rzeczy, których ze sceny nie widać – a wpływają na odbiór wydarzenia.

Podsumowanie

Byłem, jestem i będę miłośnikiem ucha. Daje ono komfort prowadzącemu, reżyserowi, a co za tym idzie także organizatorom wydarzenia. Ważne jest jednak, aby na wszystkie zasady tej komunikacji umówić się wcześniej, i uwzględnić to także na próbie. Wtedy bezpieczeństwo wydarzenia staje się znacznie większe.

Krzysztof Łobodziński

Krzysztof Łobodziński

konferansjer, aktor, wokalista, prezenter radiowy. Członek Zarządu Stowarzyszenia Branży Eventowej. Wykładowca na Studium Event Management Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

Przeczytaj też:

Efekt WOW

Gdyby zmierzyć częstotliwość występowania różnych fraz w zapytaniach i/lub rozmowach, to byłby niewątpliwy lider. Z jakiegoś powodu wielu klientów nadal marzy o tym żeby zaskakiwać

WIĘCEJ

Idziesz już?

Zapisz się na mój newsletter na LinkedIn.
Poznajmy się.